Selfie, czyli lustereczko powiedz przecie, kto jest najpiękniejszy na świecie

Kategoria: język.

Występowanie anglicyzmów w języku polskim to obszerne i złożone zagadnienie, zarówno dla językoznawcy, tłumacza, czy zwykłego śmiertelnika. Jego ledwie pobieżna analiza zajęłaby opasłe tomiszcze, więc tekst na blogu może jedynie zasygnalizować temat, skupiając się na konkretnym przykładzie. Tytułowemu wyrazowi warto się przyjrzeć z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze, dlatego, że jest niejako egzemplifikacją mocno osadzonego w nowych technologiach komunikacyjnych fenomenu kulturowego i to właśnie dzięki temu w tak krótkim czasie rozprzestrzenił się praktycznie na cały świat. Po drugie, wraz z nim w języku polskim pojawił się cały zastęp wyrazów pochodnych, co świadczy o tym jak bardzo selfie przyjęło się w polszczyźnie. Tematem zajęło się Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego (znane m.in. z inicjatywy nowewyrazy.uw.edu.pl), a konkretnie Maciej Czeszewski i na podstawie jego pracy powstała niniejsza notka.

Selfie to zdjęcie portretowe zrobione samemu sobie (najczęściej za pomocą telefonu komórkowego) w celu umieszczenia go na portalu społecznościowym (Facebook, Twitter, czy Instagram). Pierwsze zanotowane użycie słowa pochodzi z 2002 roku, lecz dopiero od 2010 zaczęła się jego oszałamiająca kariera. W ciągu zaledwie 2-3 lat strony internetowe zaroiły się od selfie, a tabuny osób publicznych, począwszy od celebrytów, przez największych sportowców i aktorów, na możnych tego świata skończywszy (np. Obama), wykorzystywały każdą okazję do zrobienia sobie efektownego zdjęcia. Równocześnie rozpoczęła się niesłabnąca popularność samego słowa, aż trafiło ono do renomowanego słownika Oxford English Dictionary.

W języku polskim szybko pojawiły synonimy, które mimo tego, że miały mniejsze powodzenie niż oryginał, również zyskały spore uznanie wśród użytkowników języka. Najbardziej znanym i lubianym okazała się słit focia, pisana także sweet focia. Oczywiście naturalną konsekwencją tego zjawiska było tworzenie potocznych odpowiedników, zdrobnień typu słitka (pisana też sweetka) lub selfik, a nawet powstała zwulgaryzowana wersja wyrazu (samojebka). Oczywiście, mając już w użyciu takie słowa można było zacząć selfić i focić. Z powyższych przykładów wynika, że selfie musiało stać się ważnym słowem dla Polaków, skoro w tak szybkim tempie stworzyli cały arsenał wyrazów pochodnych, dopasowując go do bieżących potrzeb.

Kolejną grupą zwrotów powstałych w następstwie nagłej popularności omawianego słowa i stojącego za nim znaczenia jest cała plejada określeń nazywających różne rodzaje selfie, gdyż trzeba Ci wiedzieć czytelniku, że jest ich całkiem sporo, a w dodatku można być pewnym, że z dnia na dzień będzie ich przybywać. Mamy zatem selfie plażowe, takie jak: bikini bridge, czyli zdjęcie na którym uwieczniono kobiece biodra w skąpym stroju z pozycji leżącej oraz hot dog legs ukazujące nagie uda. Inna wersja dotycząca wdzięków kobiecego ciała to muffin top, które pokazuje wylewające się ze spodni fałdki ciała, zwane pieszczotliwie oponką. Kolejna eksponowana część kobiecego ciała posiadająca swój rodzaj selfie to pośladki (belfie). Zamykając wątek kobiecy należy dodać, że niezbędny atrybut kobiecości, czyli damska torebka również bywa fotografowana i wtedy mamy do czynienia z bag selfie.

Odrębny zbiór zdjęć stanowią te związane mniej lub bardziej z sypialnią, które można nazwać łóżkowymi. Alkowa i jej tajemnice zawsze cieszyły się dużym zainteresowaniem i nie inaczej jest dziś, dlatego robimy bed selfie (zdjęcie tuż po przebudzeniu), nude selfie (fotografia nagich ciał, najczęściej z użyciem lustra) i after sex selfie, czyli jak łatwo się domyślić, zdjęcie kochanków tuż po miłosnych uniesieniach. Pozostając przy ekstremalnych doznaniach należy wspomnieć o extreme selfies i fit selfie. Pierwsze powinno pokazywać wszelkie nadzwyczajne wyczyny, sportowe, ale też i z pogranicza szaleństwa, jak np. zdjęcia wykonywane w skrajnie niebezpiecznych sytuacjach typu wspinaczka bez zabezpieczeń po kilkusetmetrowym maszcie, drugie zaś jest już mniej „adrenalinogenne” i przedstawia smukłe, wysportowane sylwetki, które w dzisiejszych czasach są wyjątkowo pożądane.
Są też unselfie, czyli coś, co trochę z definicji przeczy samej idei, a polega na tym, że postać uwieczniona na własnoręcznie zrobionym zdjęciu ma zakrytą twarz. Z kolei selfie grupowe frendsi i groufie, to fotografie, które robimy sobie wraz z grupą znajomych lub przyjaciół i też w pewien sposób łamiemy początkowe reguły gry. Oprócz tego co uwieczniamy na zdjęciach liczy się jeszcze jak to robimy, stąd mamy selfie stick, czyli fotografie robione przy pomocy specjalnie do tego przeznaczonych ręcznych statywów, a także dronie, selfie robione z użyciem latającego drona, do którego przyczepiony jest aparat lub kamera.
Wszystkie wymienione powyżej konstrukcje powstałe od wyrazu selfie są najlepszym dowodem na to, że język jest żywą konstrukcją i potrafi zaspokoić oczekiwania użytkowników. Śmiało można założyć, że to nie koniec i powstanie jeszcze wiele innych słów i zwrotów dotyczących tego zjawiska. Aż zostanie ono zastąpiono innym i wtedy będziemy mogli się zająć następnym przejawem siły witalnej języka.