Jak tłumaczyć filmy

Autor: abctlumaczenia
Data publikacji:
action-movie-header

Istnieje pewien rodzaj przekładu, z którym do czynienia mają chyba wszyscy użytkownicy języka polskiego. Jednocześnie żadna inna kategoria tłumaczeń nie charakteryzuje się tak kiepskim poziomem jakości i niebywałą ilością błędów. Chodzi o tłumaczenia filmów, które wbrew obiegowej opinii i masowości występowania wymagają naprawdę sporych kompetencji oraz mnóstwa pracy. Aby dokonać udanego tłumaczenia trzeba wykazać się wieloma umiejętnościami spośród których nawet najlepsza znajomość języka oryginału nie jest najważniejsza. O specyfice i trudnościach przekładów filmów traktuje książka Arkadiusza Belczyka Tłumaczenie filmów.

Na przestrzeni lat wypracowano trzy sposoby tłumaczenia filmów: dubbing (zastępowanie oryginalnych dialogów wersjami nagranymi w innym języku), napisy (z angielskiego subtitles) oraz czytanie listy dialogowej przez lektora (zwane potocznie „szeptanką”, po angielsku voice-over). Każdy z nich ma swoje wady i zalety, ciekawie przedstawia się mapa ich występowania (dubbing– Niemcy, Czechy, Francja, Włochy, napisy- Skandynawia, Holandia, Wielka Brytania i cała Azja, lektor- Polska i kilka państw byłego bloku komunistycznego), ale tematem książki jest tylko jeden z nich, czyli napisy. Taki wybór nie dziwi, gdyż oprócz prawie całego repertuaru kinowego tłumaczenie za pomocą napisów to także domena internetu, a to obecnie najczęściej używane do oglądania filmów medium.

We wstępie książki autor pisze, że za materiał źródłowy posłużyło mu ponad 400 oficjalnie wydanych w Polsce anglojęzycznych filmów (w różnych formach dystrybuowania, w przytłaczającej większości jako dvd). Na tej podstawie stwierdził, że przeciętny film zawiera od 800 do 1200 napisów, co daje mniej więcej około dwudziestu stron tekstu, na których z kolei niemalże regułą jest kilkadziesiąt błędów interpunkcyjnych, kilkanaście literówek i błędów ortograficznych, a także rażące potknięcia stylistyczne. Tak fatalny stan tłumaczeń to wina polskich dystrybutorów filmowych, którzy, mówiąc wprost, mają gdzieś widza, dlatego nie dbają o to, żeby mógł delektować się filmem jako dziełem kompletnym i pozbawiają go licznych smaczków zawartych w oryginalnych dialogach. Co najgorsze, w ten sposób także znacznie zubożają polszczyznę, po prostu działają na jej szkodę. Mając na uwadze powyższe fakty Belczyk postanowił przybliżyć czytelnikowi poszczególne etapy procesu tłumaczenia, zapoznać go z pomocnymi uwagami, a także ostrzec przed najczęstszymi błędami.

Specyfika tłumaczenia napisów polega na tym, że oprócz poprawności językowej, czyli dobrej znajomości gramatyki, ortografii, interpunkcji i frazeologii niezbędne do spełnienia są jeszcze dodatkowe postulaty. Pierwszy i najważniejszy z nich to czytelność. Należy dążyć do jak największej zwięzłości tłumaczenia. Uzyskujemy ją przez skracanie tekstu, czyli pozbywanie się wszystkiego co bez szkody dla fabuły i charakterystyki bohaterów musi i może zostać pominięte. W ten sposób dochodzimy do tego, że tekst pojawia się na ekranie w jednej lub dwóch liniach i jest wyświetlany na tyle długo żeby średnio wyrobiony widz mógł sobie go przyswoić. Nawet najbardziej genialne tłumaczenie pozbawione tej technicznej właściwości jest niewiele warte. Następne dwa związane ze sobą i będące pochodną czytelności wymogi to przyswajalność i dyskretność. Pierwszy zakłada nadanie przekładowi formy ułatwiającej czytelnikowi maksymalnie szybkie czytanie ze zrozumieniem, czyli optymalny podział tekstu na pojedyncze lub podwójne linie, w drugim chodzi o takie rozłożenie napisów w kadrze by zajmowały jak najmniej miejsca. Ostatnią kwestią wyróżnioną przez Belczyka jest naturalność, która choć bardzo ważna, jest jednak wtórna wobec poprzednich trzech zastrzeżeń technicznych. Dotyczy kwestii stylistycznych, czyli takiego tłumaczenia tekstu pisanego by oddawał całkowity sens w postaci mówionej na ekranie, oczywiście z zachowaniem właściwych rejestrów i stylów języka.

Większość książki stanowią porady praktyczne dotyczące pracy tłumacza filmowego. W rozdziale Dziel i tnij autor pokazuje na przykładach jak może wyglądać praca nad tekstem. Przy skracaniu warto skorzystać z takich metod jak pomijanie, uproszczenia i przesunięcia semantyczne, uproszczenia składni i gramatyki, a w końcu odwołania do treści filmu, które pozwalają nie wspomnieć w napisach o konkretnych wydarzeniach, bo widz ma je w pamięci. W dalszej części sugeruje takie dzielenie napisów żeby czytelnikowi było łatwiej przyswoić treść, w jednym z wielu przykładów zamiast:

Gubernatorze, to nie
może czekać

podpowiada:

Gubernatorze,
to nie może czekać.

Z kolei w podrozdziale Poprawianie estetyki wskazuje, że tam gdzie tego można dokonać należy próbować skorygować istniejące linie w taki sposób żeby górna zajmowała mniej miejsca i była krótsza, np. zamiast:

Jestem bardzo bliską przyjaciółką
waszego wnuka

proponuje:

Jestem bardzo bliską
przyjaciółką waszego wnuka.

W całej książce odnajdujemy liczne przykłady błędów i pułapek czyhających na tłumacza, np. związanych ze stylistyką jak przesadna literackość, lub będąca jej przeciwieństwem pseudokolokwialność. Nie brak także uwag dotyczących kalek językowych, błędów leksykalnych, czy też trudnych do uchwycenia niuansów wynikających z różnic kulturowych tłumaczonych języków. Ciekawie prezentuje się rozdział o tłumaczeniu tytułów, w którym autor omawia bodajże najbardziej interesujące dla zwykłego widza kwestie. Wielu miłośników kina ma pretensje do tłumaczy, że niezbyt wiernie trzymają się oryginalnych tytułów. Tymczasem sprawa nie jest taka oczywista. Tytuł sam w sobie nie jest wartością, lecz posiada określoną funkcję, w tym przypadku marketingową. Ma swoim brzmieniem przedstawić film, np. gatunek, nawiązywać do fabuły, odróżniać od innych, a zarazem zachęcać widza do konkretnego filmu. Niektóre z oryginalnych tytułów z różnych powodów tracą na dosłownym tłumaczeniu, dlatego dystrybutorzy, bo to oni mają decydujący głos, zatrudniają fachowców, którzy mają wymyślić atrakcyjny tytuł. Jak zauważa Belczyk, atakowany powszechnie za brak nawiązania do oryginału Wirujący seks (w oryginale Dirty dancing) prezentuje się całkiem udanie. Być może nie tak jak czeski Grzeszny taniec dla tego samego filmu, lecz nie ma na co narzekać. Z kolei Szklana pułapka (Die Hard) to również dobra próba, efektowna, nawiązująca do fabuły, trudno było przewidzieć jej autorom, że zostaną nakręcone kolejne części, w których akcja nie będzie się już działa w szklanym wieżowcu.

Praca tłumacza filmowego wymaga specyficznego podejścia do tłumaczenia. Mimo że operuje się słowem pisanym, to w zasadzie chodzi o tekst mówiony, co sytuuje to zajęcie gdzieś na granicy między tłumaczeniem pisanym, a ustnym, a często tu i tu. Dodatkowo tekst jest integralną częścią obrazu, o czym nie wolno zapominać. W przypadku tłumaczenia napisów wierność oryginałowi jest równie ważna, co zachowanie cech języka mówionego, czyli autentyczność. Do zadań tłumacza filmowego należy także dbałość o funkcjonalność tekstu, pilnowanie by widz potrafił przyswoić odpowiednią ilość tekstu w określonym czasie bez straty dla odbioru filmu. Tym samym tłumacz wchodzi w podwójną rolę redaktora językowego i technicznego, co dla większości może być nowością. Oprócz doskonałej znajomości języka źródłowego i docelowego (ze szczególnym uwzględnieniem różnic kulturowych i wyczuciem stylów) trzeba jeszcze wykazać się umiejętnością maksymalnie zwięzłego wyrażania myśli, parafrazowaniem, oddzielaniem informacji ważnych od mało ważnych, a także odczytywaniem intonacji, gestów i wychwytywaniem różnorakich niuansów wynikających z szerszego kontekstu sytuacyjnego. Tłumaczenie filmów Arkadiusza Belczyka to pozycja, która na pewno wydatnie pomoże w osiągnięciu tych wszystkich poziomów zaawansowania, a tym którzy nie mają takich ambicji uchyli rąbka tajemnicy i da wiele satysfakcji z lektury.

Arkadiusz Belczyk, Tłumaczenie filmów, Wilkowice 2007

Potrzebujesz przetłumaczyć dokument?

W ofercie: Darmowa Wycena