O tłumaczeniu z polskiego na nasze

Autor: abctlumaczenia
Data publikacji:
blog_img

Weekendy spędzam na bogato. Lubię rano wyskoczyć na powietrze, porowerować, zrobić mały jogging, ale nie tak żeby przesadzić, w końcu nie jestem bigorektykiem. Wystarczy trochę wysiłku i już jestem fit. Popołudnie i wieczór to czas dla znajomych. Ulubiona knajpka gdzie można zrobić biforka przed wieczorną imprezką. I choć my wszyscy prekariat to siedzimy sobie, piwkujemy, kawoszymy, ktoś tam popija white’a, jest miło. Nigdy nie byłem i nie będę nolife’em, unikam hejtu, nie trolluję, dlatego mam zgraną pakę znajomych, z której każdego mogę z czystym sumieniem propsować. Wieczór to epickie imprezy, z reguły koncerty na squatach lub w loftach gdzie można spotkać naprawdę odjechane towarzystwo, nie brak geeków, nerdów, freelancerów ale też i zwykłych słoików. Nikt nikogo nie dissuje, pojadamy zdrowy hummusik i chorizo, wódeczkujemy, winkujuemy, warto wtedy wyjąć z nerki smartfona i zrobić kilka słit foci z rąsi. Niektórzy przychodzą się polansować, inni to już miejscowe fejmy, których nie może zabraknąć kiedy coś się coś dzieje. Ostatnio wpadłem na trzy znane szafiarki, które targetowały sobie potencjalnych klientów, słowem dzieje się. Wprawdzie po całonocnych baletach na drugi dzień masz niezły jet lag, ale taka cena za udaną zabawę. Nie ma co schizować, tylko trzeba nauczyć się z tym żyć.

Czy wśród swoich znajomych macie takich, którym można by przypisać powyższą wypowiedź? Prawdopodobnie nie, bo monolog ten został wymyślony i skonstruowany w taki sposób aby zawrzeć w nim jak najwięcej „dziwnych” neologizmów, dlatego trudno byłoby o równie „wzorcowego” mówcę. Nie znaczy to jednak, że pojedyncze zwroty użyte w tekście są rzadkością we współczesnej polszczyźnie, wręcz przeciwnie, coraz częściej można je spotkać, zwłaszcza wśród młodzieży. I niewykluczone, że kiedyś przyjdzie je również tłumaczyć na inne języki, co może spowodować pewne problemy nawet dla doświadczonego tłumacza, ponieważ próżno ich szukać w słownikach.

Dla ludzi, których praca polega na ciągłym obcowaniu z językiem słowniki odgrywają bardzo ważną rolę. To w nich szukają potwierdzenia własnej wiedzy, to dzięki nim rozwiewają wątpliwości, wreszcie to one posiadają moc ostatecznych rozstrzygnięć, np. kiedy interesujący nas wyraz nie występuje w żadnym z nich możemy uznać, że po prostu nie istnieje. Tymczasem język jest żywym tworem ulegającym nieustannym zmianom, które przejawiają się również powstawaniem wyrazów. Każdego dnia użytkownicy języka powołują do życia nowe słowa i w ten sposób ułatwiają sobie opisywanie rzeczywistości. Neologizmy są naturalnym odzwierciedleniem zmian cywilizacyjnych, kulturowych oraz społecznych zachodzących w świecie i jako takie powstają na tyle dynamicznie, że trudno je na bieżąco opisywać za pomocą tradycyjnych słowników i wydawnictw kodyfikujących zasady językowe, chociażby ze względu na czas, który jest potrzebny do tego procesu. W związku z tym zaistniała potrzeba stworzenia instytucji pozwalającej na szybkie i efektywne dokumentowanie zmian leksykalnych zachodzących w języku polskim. I właśnie z tego powodu powstał cenny dla każdego tłumacza, prowadzony przez Obserwatorium Językowe Uniwersytetu Warszawskiego internetowy projekt Najnowsze Słownictwo Polskie.

Idea jest prosta. Grupa językoznawców postanowiła zająć się rejestracją nowych wyrazów, które pojawiają się w polszczyźnie niemal codziennie. Swoje zadanie realizują przy pomocy internetowego słownika na stronie nowewyrazy.uw.edu.pl. Niewątpliwymi atutami przedsięwzięcia są dwa fakty, po pierwsze udział internautów, czyli crowdsourcing, który świetnie sprawdził się w działaniu wielu różnych, cenionych instytucji takich jak np. wikipedia, po drugie, jak do tej pory nikt poważnie nie zajmował się tym tematem. Autorzy przyjęli trzy podstawowe kryteria doboru do słownika: neologizm musiał pojawić się w języku polskim po 2000 roku, nie został odnotowany w żadnym z największych słowników ogólnych języka polskiego i w żadnym z największych słowników wyrazów obcych oraz musi występować w polszczyźnie ogólnej. Podstawę źródłową słownika stanowią w główniej mierze materiał leksykograficzny dostarczony przez internautów, ale także zasoby zebrane przez redakcję Obserwatorium Językowego UW. Każde słowo, które zostanie umieszczone w słowniku przechodzi przez trzy etapy: poczekalnię, hasłownik i słownik. Pierwszy z nich jest niewidzialny dla internauty i dokonuje się w nim weryfikacji zgodności z kryteriami oraz wstępnego opracowania hasła. Kiedy redaktorzy zakwalifikują dane słowo do dalszej obróbki następuje etap hasłownika. Tam, w widocznym już dla gościa witryny oknie, mamy do czynienia z wyrazem nadającym się do pokazania, lecz bez opracowania naukowego, które jest typowe dla publikacji słownikowej, czyli ostatniego etapu wędrówki neologizmu przez czyściec nazywany Najnowsze Słownictwo Polskie. Wreszcie dostajemy porządnie zredagowane hasło słownikowe, w którym oprócz tradycyjnych elementów takich jak: wymowa, definicja, informacja gramatyczna, przykłady użycia i etymologia mamy także nowatorskie i pomocne w sieci wizualizację, gdzie po kliknięciu ukazuje się nam strona z dotyczącymi hasła grafikami dostępnymi w google oraz odsyłacze, czyli linki do innych, podobnych haseł w słowniku. Budowa hasła jest ciekawa i posiada wiele możliwości dla użytkownika. Niektóre umieszczone w słowniku wyrazy mają również dodatek pt. „zobacz esej”, czyli odsyłacz do eseju na temat hasła. Lektura tekstów (np. ageizm, epicki, bigoreksja, prekariat) jest naprawdę pouczająca, a nawet mogę zaryzykować twierdzenie, że to interesująca i inspirująca rozrywka. Oczywiście każdy kto zgłosi hasło umieszczone w słowniku zostanie uwieczniony w odpowiedniej rubryce jako autor, więc tanim kosztem można zaistnieć w świecie nauki.

Neologizmy zarejestrowane przez Obserwatorium Językowe dzielą się na cztery rodzaje: zapożyczenia językowe z innych języków, neologizmy słowotwórcze, semantyczne oraz frazeologiczne. Największą grupę stanowią zapożyczenia, zwłaszcza z języka angielskiego (deadline, spojler, risercz), lecz jak podkreślają językoznawcy nie jest to wpływ destrukcyjny, gdyż radzimy sobie z nim spolszczając wymowę, czy stosując odmianę. Dla tłumacza również nie powinno być z tym problemu, bo zawsze może skorzystać z wiedzy dotyczącej języka, z którego pochodzi dane zapożyczenie. Kolejna grupa to neologizmy słowotwórcze, czyli swojsko brzmiące domówka, chlebomat, rowerowanie, czy kawoszenie, które tak często bywają domeną dzieci i bawią dorosłych. Z nimi również nie powinno być kłopotów przy tłumaczeniu. Następny rodzaj to neosemantyzmy, czyli istniejące już wyrazy, które zyskały nowe, dodatkowe znaczenie jak słoik (np. mieszkaniec W-wy, który przyjechał do pracy z prowincji), czy kaloryfer (dobrze umięśniony brzuch). Te z kolei mogą naprawdę namieszać w tłumaczeniach i nawet doświadczonemu tłumaczowi przyda się wizyta na stronach Obserwatorium. Do ostatniej grupy należą neologizmy słowotwórcze, takie jak parcie na szkło, być fit, na bogato. Zwykle nie mamy z nimi kłopotu, lecz jeśli są naprawdę nowo powstałe potrzeba czasu żeby mieć pewność co do ich znaczenia.

Większość zmian zachodzących w języku ma swoje głębsze, kulturowo-społeczne podłoże. W przypadku leksykalnych prawidłowość ta jest jeszcze bardziej wymowna niż zwykle. Powstawanie nowych wyrazów świadczy o tym jak zmieniają się użytkownicy danego języka i otaczająca ich rzeczywistość. Spora część neologizmów wypadnie z użytku i już za kilkadziesiąt lat może stać się zupełnie niezrozumiała. Dlatego dziś warto je zbierać i opisywać. Chociażby po to żeby następne pokolenia mogły nas oceniać mając ku temu większe podstawy. Jeśli zaś mowa o współczesności dobrze zajrzeć na stronę Obserwatorium Językowego żeby wiedzieć co i o czym do nas mówią ludzie używający tego samego języka. Po co korzystać z tłumacza…

Drogi czytelniku, jeżeli masz jakiś problem z pełnym zrozumieniem otwierającego tekst monologu zapraszam na nowewyrazy.uw.edu.pl

Potrzebujesz przetłumaczyć dokument?

W ofercie: Darmowa Wycena